– Zrobiłabyś to?

arkotyków,

prawda? - Uniosła ręce w bezradnym geście. Wyglądała, jakby miała się zaraz rozpłakać. Ze złości? Z żalu? - Myślę, że powinien pan już iść. Jeśli ma mnie pan aresztować, to niech pan to po prostu zrobi, proszę, niech mnie pan oskarży i niech to się już wreszcie skończy. Jeśli nie, to proszę poczekać, aż skontaktuję się ze swoim adwokatem. - Była stanowcza, drobne dłonie zacisnęła w pięści, ale Reed wyczuł, że pod pozorną pewnością siebie kryje się lęk. Spod stołu dobiegło warknięcie. - Cicho, Oskar! Reed wiedział, kiedy się wycofać. Gra skończona. Przynajmniej na razie. - Będę z panią w kontakcie. - Skierował się do frontowych drzwi. - Nie wątpię, detektywie. Wyszedł na ganek, ale odwrócił się jeszcze. Stała w progu, sztywno wyprostowana, patrząc mu w oczy. Znów nieustępliwie. Świetna z niej aktorka. Jego nie zdoła przekonać o swojej niewinności, ale ławą przysięgłych będzie manipulować bez trudu. - Żałuję, ale nie mogę powiedzieć, że jest pan mile widziany. - Zatrzasnęła mu drzwi przed nosem. Po raz drugi. I po raz ostatni. Więcej się to nie powtórzy. Już on tego dopilnuje. Rozdział 26 Babcia Adama często mówiła: „pierwsze koty za płoty”. Jako dziecko - O nie mógł zrozumieć, o co w tym chodzi, tym bardziej że u babci na werandzie zawsze mieszkały jakieś przygarnięte koty; zimą pozwalała im grzać się w kuchni przy piecu. Ale z czasem zrozumiał i do dziś był babci wdzięczny za te mądrości. Niełatwo się poddawał, a nieudane próby skłaniały go do szukania innych rozwiązań. Właśnie korzystał z babcinych nauk, siedząc przed komputerem i poszukując w internecie informacji o Montgomerych z Savannah. Siedział tak już od kilku godzin, wypił cały dzbanek kawy, a litery na ekranie zaczęły zlewać mu się przed oczami. Chyba zabrnął w ślepy zaułek. Wcześniej czy później policja zorientuje się, że Rebeka zaginęła. A wtedy to oni przyjdą do niego, a nie on do nich. Więc trzeba działać szybko, zebrać jak najwięcej informacji. Sporo się dowiedział, dzięki temu, że został psychoterapeutą Caitlyn Bandeaux. Ruszyło go sumienie. Wykorzystywał ją dla swoich celów. A na dodatek jeszcze się zakochał. Cholernie dobry moment na amory! Nie może się z nią związać, nie może sobie pozwolić nawet na przelotny romans. Zresztą to nie w jego stylu ani w stylu Caitlyn. Na miłość boską, jest jego pacjentką! Powinien trzymać łapska z dala od niej. Tak, dobrze o tym wiedział, a jednak pragnął jej. To jej twarz widział, gdy rano budził się zlany potem, ze stwardniałym członkiem. To o jej ciele marzył, gdy leżał na łóżku, gapiąc się w sufit. Zastanawiał się, jak smakowałby pocałunek. Prawdziwy namiętny pocałunek. Wyobraził sobie jej rozchylone wargi, swoje dłonie wędrujące po jej plecach coraz niżej i zaciskające się na jędrnych pośladkach. To była męka.
– Nie. – Uśmiechnął się rozbrajająco. – Chciałem tylko pogadać o Jennifer.
169
Bledsoe usłyszał końcówkę rozmowy – akurat wchodził do pokoju.
zapiera dech w piersiach. Udało mi się uchwycić wyraz przerażenia na jej twarzy. Kadruję
Dobrze? Zadzwoń. - Rozłączyła się, spojrzała na Adama i dostrzegła powątpiewanie w jego oczach. - Wciąż mi nie wierzysz, prawda? No cóż... - Jeszcze raz wystukała numer Kelly i podała mu telefon. - Posłuchaj jej głosu i zostaw wiadomość. Powiedz jej, na miłość boską, że chcesz z nią porozmawiać. Nie spuszczał z niej wzroku. To było irytujące, że nikt jej nie wierzył, nawet psychoterapeuta. Ale kiedy włączyła się sekretarka Kelly, Adam nawet się nie zawahał. - Mówi Adam Hunt. Pewnie słyszała pani, że pracuję z pani siostrą Caitlyn. Czy mogłaby pani do mnie oddzwonić? Byłbym bardzo wdzięczny. - Zostawił swój numer, rozłączył się i siedział przez dłuższy czas z telefonem w ręku. - Wciąż mi nie wierzysz. - Tego nie powiedziałem. - Oddał jej telefon. - Mogę to wyczytać w twoich oczach. Wiesz, powinieneś nazywać się Tomasz. Niewierny Tomasz. - Pociągnęła łyk cosmopolitana, czując jak wzbiera w niej złość. Dlaczego przejmowała się tym, co on sobie myśli? Bo był jej psychologiem... nie, chodziło o coś więcej. Chciała, żeby jej wierzył niejako psycholog, ale jako człowiek, jej powiernik, jej przyjaciel, jej... kochanek. Nawet jeśli spotykała się z nim z powodu swoich problemów psychicznych. - Przecież wiesz, o co mi chodzi - powiedział powoli. - Nikt poza tobą nie ma kontaktu z Kelly. - Mylisz się. Kelly jest samotniczką, ale ma pracę. Ma klientów, dużo podróżuje. - Czy ktoś jeszcze z twojej rodziny rozmawiał z Kelly po wypadku? - Nie, ale... Na miłość boską, po co miałabym wymyślać sobie nieistniejącą siostrę? Ona istnieje. Możesz sprawdzić jej świadectwo urodzenia. - Nie chodzi o jej narodziny - powiedział. - Martwi mnie raczej jej śmierć. - Domniemana śmierć. Domniemana. Ona żyje. Wiesz co, namówię ją, żeby się z tobą spotkała. Kiedy oddzwoni, możesz z nią porozmawiać, a jeśli to cię nie przekona, odwiedzimy ją w domu. - Gdzie to jest? - Za miastem przy Sorghum Road... Mam adres, gdzieś w gabinecie. Ale listy nie przychodzą do niej na ten adres, odbiera je na poczcie - to pewnie część jej kamuflażu. Mieszka w takim małym, zwyczajnym domku niedaleko Oak Hill, tyle że za rzeką. Jak na ironię. Nie odwiedza Oak Hill, ale od siebie może widzieć, co się tam dzieje. Myślę, że rodzina nawet nie zdaje sobie sprawy z istnienia tego domu. - Dlaczego? - Może mój ojciec albo dziadek wiedzieli o nim, moi bracia też mogli go widzieć, gdy chodzili nad rzekę na ryby. Dom jest schowany między drzewami. Nikt nie podejrzewa, że Kelly tam mieszka. - Dokończyła drinka. - Czy to nie wydaje ci się dziwne? - Niejedno w mojej rodzinie wydaje mi się dziwne.
wydawało. Policjanci już odgrodzili wóz, czekali na holownik, który zabierze chevroleta na
Europejska Rada Ochrony Danych Bentz potrzebował dowodu, że nie oszalał. Że nie widzi duchów, że nie fantazjuje. Fakt,
Hayes zmarszczył brwi. Wypatrywał zjazdu z autostrady.
wytrzyma jeszcze jeden raz. Może tym zapewni sobie jego pomoc.
Spojrzał na nią. Uśmiechała się szeroko.
życiu gorsze chwile niż nocne koszmary, połknął kilka tabletek ibuprofenu i wrócił do łóżka.
Bomba.
Pozostałe samochody się zmieniały, ale te cztery zawsze wracały. Jak cholerne jaskółki do
zmiany w CIT

– O, tak! Znam cię – zaśmiała się.

Jeśli będzie trzeba, spróbuje to wykorzystać. Podsyci zazdrość Richarda
– Ale teraz na pewno chce już wrócić do siebie, ponieważ
John namydlił kąpielową rękawicę i zaczął myć Juliannę, szepcząc
Po chwili już klęczał przy niej, odgarniał włosy
Obrazy Kate zaczęły się tak nawarstwiać, że nie była już w stanie myśleć
easyfinance offer now 500 dollar loan no credit check loan from real company Odwróciła się bez słowa w stronę lodówki i wyciągnęła
Nie mogła tego zrozumieć.
dotrzeć do sedna sprawy bez straty czasu. Ale biorąc
Z gardła Laury wyrwało się wołanie o więcej. Zacisnął dłonie
gdyby próbowała teraz to odwołać.
Warsztaty praca z ciałem poznaj samego siebie - A teraz jest gorzej?
wzrokiem kamienne mury i łukowate okna. Budowla miała wieżyczki
która być może ją zastąpi. Mężczyzna spochmurniał i westchnął
Bohater. Artykuły mówiły jeszcze o innych nagrodach i wyrazach
naprzeciwko drzwi siedział John Powers.
niższe odsetki ustawowe

©2019 www.w-wojsko.pila.pl - Split Template by One Page Love